Tutaj liczy się charakter

Niechęć do stagnacji, uwielbienie wyzwań i chęć do nauki, a z drugiej strony nauka… cierpliwości. To definicja sukcesu w sporcie i — jak się okazuje — w nieruchomościach komercyjnych. Jak to się stało, że były olimpijczyk, pływak specjalizujący się w stylu dowolnym, wielokrotny medalista mistrzostw Polski, zajął się nieruchomościami? O tym opowie Kacper Klich, Doradca ds. Nieruchomości Komercyjnych  w Wilson’s Nieruchomości. 

— Jakie są cechy dobrego doradcy?

— Oczywista jest punktualność, ale poza tym wymieniłbym merytoryczność, bo trzeba być dobrze przygotowanym do rozmów z klientami, umiejętna hierarchizacja i skuteczność, bo klient biznesowy ma swoje wymagania. Dużą wagę przykładam też do prezencji.

— To znaczy?

— Przy tym typie nieruchomości klient musi zobaczyć powierzchnię, więc spotykanie się z nim jest normą. Uważam, że nie można tworzyć bariery między klientem a agentem, więc ubiór musi być oficjalny i elegancki.

— A hierarchizacja? Co przez to rozumiesz?

— Im więksi klienci, tym większe oczekiwania. Z pewnymi rzeczami nie można czekać, więc trzeba im nadać odpowiedni priorytet. Dobry rozkład zadań jest niezbędny zwłaszcza w tej pracy.

— Brzmisz jak typowy przykład zadaniowca.

— Zdecydowanie. To chyba mi zostało po życiu sportowym. Wiem, że nie każdy tak ma, ale ja inaczej nie umiem.

— Na początku kariery w Wilson’s Nieruchomości macie wybór, którą dziedziną chcecie się zajmować. Dlaczego wybrałeś właśnie nieruchomości komercyjne?

— Jest wiele różnic związanych z pracą przy nieruchomościach komercyjnych i mieszkaniowych. W tych drugich inne są godziny pracy i przede wszystkim inny klient. Mój klient z kolei  jest biznesowy, więc rzeczowy, bardziej techniczny i wie dokładnie, czego szuka. W mieszkaniówce sprzedaż jest bardziej „miękka”. U mnie z kolei jest twardo i pragmatycznie. Pracujemy na liczbach. Łatwiej mi się po prostu z takim klientem rozmawia.

— Byłeś zawodowym sportowcem, miałeś sporo treningów, zasad do przestrzegania i mało czasu. Chciałeś się wyrwać z takiego trybu życia? Bo w teorii sport niezbyt łączy się z nieruchomościami.

— Nie jest to etat, więc nie siedzę na siłę 8 godzin w jednym miejscu. Są dni, w których w ogóle nie ma mnie w biurze. Chciałem uniknąć tego, co spotykało mnie właśnie w sporcie, czyli wracania po godzinie 20, jak po treningach i w weekendy, gdy odbywają się zawody. Bycie zawodowym sportowcem oznaczało praktyczny brak czasu dla rodziny, bliskich. W komercji mogę to swobodnie robić. Miałem kilka propozycji etatów, ale zdecydowałem się na większe wyzwanie, choć trzeba przyznać, że to specyficzna praca. Nie mam miesięcznej pensji i bardzo liczy się zaangażowanie, które wkładam w to, co robię, bo — przy dużym kliencie — może mi ono przynieść takie pieniądze, jakie normalnie zarabiałbym w rok.

— Podobnie jest chyba w sporcie?

— Bardzo. Pracuje się cały czas, a efekty widać dwa razy w roku. Spróbowałem w tej branży również z powodu swojej natury. Jestem wolnościowcem i męczy mnie przebywanie w jednym miejscu.

— Chyba nie żałujesz życia sportowca?

— Nie. Dużo osiągnąłem, choć równie dużo mnie to kosztowało. Ale nikt mi tego doświadczenia nie zabierze i dobrze mnie to nastawiło na życie.

— Gdybyś miał wymienić tylko jedną cechę sportowca, która pomaga ci w pracy, to jaką?

— Pracowitość. Każdy trening przybliża cię do celu, ale nikt ci nie obiecuje, że na końcu przyjdzie sukces. To taka praca „na kredyt”. W tym, co dziś robię, jest podobnie. Musisz dążyć do celu małymi krokami i być dobrze przygotowanym, choć zawsze mogą się przydarzyć porażki. W sporcie wszystko miałem we własnych rękach i każdy błąd był moją winą. Muszę się jeszcze tego nauczyć, że w pracy tak nie jest, bo jednak za część rzeczy nie odpowiadam. Nie tylko moje decyzje kształtują to, jaki będzie efekt.

— W Wilson’s pracujesz w zasadzie krótko, bo siedem miesięcy. Czujesz, że bardzo się rozwinąłeś?

— Tak. Sport nauczył mnie, że lepiej jest założyć sobie ambitny cel i osiągnąć go w 95 procentach, niż osiągnąć 100 procent, ale czegoś mniejszego. Wolę sobie zostawić dozę niezadowolenia, bo to mnie napędza do dalszych działań, choć ostatnio mam niezłe tempo (śmiech). Nie należę do cierpliwych osób, ale staram się to poprawić.

— Wcześniej nie byłeś związany z branżą. Musiałeś się sam przygotować, czy można w to wejść z tzw. partyzanta?

— Można, bo sam tak zrobiłem (śmiech). Na początku mamy duże wsparcie ze strony kierowników. Nie obędzie się bez chęci nauki, ale systematyczność i praktyka zawsze pomaga. Jeśli się czegoś nie wie, to się po prostu dowiaduje i działa dalej. Na wszystko można znaleźć rozwiązanie, bo nikt nie rodzi się alfą i omegą. Według mnie równie ważne jak doświadczenie, są cechy charakteru. Bez zacięcia ani rusz. Dlatego ta praca dostarcza mi tyle satysfakcji.

Podziel się tym postem
Share on facebook
Share on linkedin
Share on twitter
Share on email

Czytaj dalej

Chcesz sprzedać albo kupić nieruchomość?

Napisz do nas, a zdejmiemy ten problem z Twojej głowy!

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookies w Twojej przeglądarce.